Gratuluję, tak oto została Pani matką. O wyższości porodu siłami natury nad cesarskim cięciem (i na odwrót!)

Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/noworodk%C3%B3w-niemowl%C4%99-narodziny-por%C3%B3d-615751/]TryJimmy[/url] / [url=https://pixabay.com/pl/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / TryJimmy / CC0 Public Domain
Zawsze ilekroć widzę w internecie burzę na temat wyższości porodu siłami natury nad cesarskim cięciem (i na odwrót!), powstrzymuję się, żeby zabrać głos. Za sprawą artykułu, który jakiś czas temu ukazał się na stronie Medycyny Praktycznej, a następnie został udostępniony przez fanpage ratowniczy – otworzył mi się nóż w kieszeni. I jak widać nie usatysfakcjonowała mnie liczba lajków, jaką zdobył mój komentarz.

Dziwię się kobietom, które nie boją się porodu
To wręcz irracjonalne i szalenie zastanawiające. Dziwię się też kobietom, które zdecydowanie krzyczą co jest lepsze, a co gorsze. Co sprawia, że kobieta może być dumna (np. poród trwający 174893 godzin, a jakże!), a co ją z miejsca dyskwalifikuje jako matkę i kobietę (cesarka na życzenie? Serio?).

Nieustannie, nagminnie i do porzygania powtarzam – znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono. Poród idealnie się tu wpisuje. Kto wie czy nie jesteś jedną z tych kobiet, które migiem rodzą pierwsze dziecko, niemalże wyskakujące z niej podczas kichnięcia? Może będzie strasznie, ale stabilnie i wszystko jakoś zniesiesz? A może przy tym porodzie po prostu umrzesz Ty lub Twoje dziecko, bo i takie rzeczy się dzieją. Możesz mieć cesarkę w stanie zagrożenia życia Twojego lub dziecka. Mogą liczyć się minuty. A może będzie to operacja planowana, bo dziecko się nie obróciło, albo Ty masz na tyle poważny problem zdrowotny, że wyklucza naturalny poród? Prawda jest taka, że cały ten eksperyment o nazwie „poród” musisz sprawdzić na sobie. Potem też nie będzie łatwo, bo pole doświadczalne się zmienia – całe macierzyństwo jest sztuką nauki na błędach, ciągłym testowaniem na żywym organizmie.

Nie wszystkie kobiety źle znoszą rekonwalescencję po cesarskim cięciu, jak i nie wszystkie natychmiast śmigają jak łanie po porodzie naturalnym. Nie wszystkie panie po cc mają problem z pokarmem i nie każdej źle goi się rana pooperacyjna. Ale bywają takie, które na stole się wykrwawią, którym uszkodzi się pęcherz lub macicę czy zakazi ranę gronkowcem. Są też kobiety, którym przy porodzie siłami natury krocze pęknie niemalże po samą szyję, a innym nie. Takie, którym dziecko będzie się na siłę wpychało z powrotem i takie, którym wyciągnie się je kleszczami. Nie jestem za wyborem sposobu przyjścia na świat. Dlaczego? Bo kobiety nie kierują się wiedzą medyczną a zasłyszanymi historiami – strachem sianym z jednego i drugiego frontu.

Życzę wszystkim kobietom, aby w trakcie swojego porodu trafiły na mądrych ludzi. Na personel, który zna się na swojej robocie, ma odrobinę empatii i potrafi sprawnie podejmować decyzje. Życzę kobietom niezłomnej wiary i poczucia bezpieczeństwa, co nie jest łatwe, gdy w sytuacji kryzysowej jesteśmy zdani na innych ludzi.

W 2010 roku miałam operację na cito w stanie zagrożenia życia z powodu krwotoku wewnętrznego. Rozpłatano mi wtedy brzuch od jednego do drugiego kolca biodrowego, przedniego górnego (to te wystające kości miednicy). Zniosłam to fatalnie – tygodniami nie byłam samodzielna. Może to doświadczenie sprawiło, że rekonwalescencję poporodową zniosłam (można się zaśmiać) świetnie. Leki przeciwbólowe przyjmowałam tylko na sali pooperacyjnej, potem już wszystko przy dziecku robiłam sama. Byłam bardziej żwawa niż większość pań po porodzie sn. Może dlatego, że w momencie, gdy znieczulano mnie do cc, kierowana doświadczeniem już wiedziałam z czym przyjdzie mi się zmierzyć? Byłam po prostu przygotowana na niewyobrażalny ból – tu powtórzę: znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono.

Mikołaj urodził się 11 maja 2013 roku przez cc po 21 godzinach porodu bez postępu z bólami krzyżowymi, bez rozwarcia. Z perspektywy czasu chyba nie pamiętam bólu, strachu. Właściwie cały ten dzień ma tylko jedną skazę, jedną rysę.W momencie, gdy lekarz wydobył już syna na świat, powiedział do mnie z nutką kpiny w głosie „Gratuluję – tak oto została pani matką”. Chyba to zostawiło większe piętno na mojej psychice niż ból.

Więcej TU i na FB :)

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...